kindred spirits. 2012-05-13 23:50:05

Powolna śmierć. Zabijanie się od środka. Krąży to krąży w mej głowie od kiedy usłyszałam te słowa. Nie spodziewałam się takich słów. Zaszczepiono mi tą myśl nie świadomie.

Teraz muszę odczekać, uspokoić się wewnątrz. By odciąć od tego. Nie wiem co dalej. Ale ten ból wyrządzony mi minionym tygodniem, jest zbyt duży. Nie wiem jak to wszystko sie ułoży. To zbyt świeże. Chciałabym by zniknęło z mojej głowy, ale dziś znów dostałam wiadomość i znów w serce nożem. Tyle ile się poświęciłam, tyle twoich manipulacji. Nie mogę się teraz pozbierać. Nie wiem jak. Tak samotnie pozostawiona, wyrzucona brutalnie, obserwując twoje "nowe życie". Mówione było przez Ciebie, że mnie nie zostawisz. Te wszystkie plany poległy, bo bezczelnie zostałam poinformowana o nowych planach, Twoich. Zostawiona na pastwę losu. A więc to koniec. Wiedziałam, że to toksyczne, wiedziałam, ale nie chciałam mówić, nie chciałam się ranić ponownie. A co jak znów się odezwiesz? Nie wiem, muszę uniknąć używania słów. Mam nadzieję, że zdołam. Chodź wiem, że jak przyjdzie co do czego, to znów będziesz płakać mi do telefonu, wiem. "Bratnia duszo". Przykro mi, że to robisz. Więc to chyba koniec. A co dalej? 
Więc chyba wstanę wkońcu.
Narazie tylko z łóżka.
Wypiję czarną kawę, włożę swój ukochany sweter skandynawski, na skandynawską pogodnę.
W drodze spalę 4 papierosy i udam się do pracowni.
Pochłonięta zabijaniem się w myślach, będę udawać że wszystko jest w porządku, by uniknąć rozmów.
Kupię latte i wafle ryżowe, by uspokoić żołądek od parodniowego głodu. 
Wszystko będzie niby normalne. 

Później znów wypijemy orzechówkę ze starym znajomym, by osłodzić sobie nieco życie. Stworzymy swe księgi i wszystko zacznie się układać. Bo obiecałaś, prawda?

Nie da się żyć bez ludzi, to mi powiedziałaś dwa dni temu, gdy z płaczem i tym całym bezsensem spotkałyśmy się. Mówiłaś też, że nie ma instrukcji na życie. I powtórzyłaś te same słowa co ja miesiąc temu - potrzebny Ci czas. Więc niech teraz ten czas trwa. 
A jak nie ożyję, to może umrę?

skomentuj (0)

friends, acquaintances and other disasters. 2012-03-27 01:09:55

Oglądamy filmy, czytamy książki, obserwujemy świat i ludzi. Podświadomie szukamy właśnie takiego przyjaciela, jakiego przedstawiają, bądź jakiego chcemy widzieć. Mamy nadzieję, że to będzie już przyjaciel na zawsze. Który wesprze Cię wtedy kiedy będzie źle, uratuje, zrozumie i postawi na nogi. Świat promuje to dookoła. Ostatnio analizowałam parę filmów, wszędzie to samo. Przyjaźń, niezawodna. Pomijając już motyw miłości który jest bardziej oczywisty, oklepany i wymagany przez masy. Podobnie jak przyjażń, tylko tu znów zazwyczaj ludzie nie wnikają tak mocno, tylko to osadza się na naszej podświadomości, bez wiedzy świadomości.

Żyjąc już te prawie 25 lat swojego życia, muszę powiedzieć, że to dość ciężki temat. Ludzie znów do tego podchodzą bardzo błachostkowo. Wydaje mi się, że trzeba mieć naprawdę szczęście by spotkać w życiu przyjaciela na lata. Większe szczęście niż w miłości. Chodź nie wykluczone, że to może ze mną jest coś nie tak.
 Chciałam poruszyć kwestie przyjaźni u kobiet i u mężczyzn, ale jednak wolę nie, bo to tylko zapewne me wyżycie agresji która się skomulowała w mojej głowie.
Ostatnio pani K. powiedziała mi że faceci się zmieniają, a znajomi nie. Tylko czym są znajomi. Grupką ludzi, którzy udają twoich NIBY NA NIBY przyjaciół, szepcząc za Twoimi plecami na każdym kroku. A więc kto jest prawdziwym przyjacielem?

Myszę zmienić otoczenie. Zmienić wszystko.

Chcę się wyciszyć, bardzo wyciszyć.
Nie jest to łatwe, bo teraz nadszedł znów ten potężny stres i najbliższe 2,5 miesiaca zapowiadają się w bardzo złej formie. Jak to przeżyję to będzie wspaniale. Chodź już kiedyś myślałam, że gorzej być nie może. Teraz jest. I nawet po tych miesiącach jak będzie już dobrze może być bardzo źle. 
Może przeżyję. Może i nie.
Boję się znów.
I martwię.
Stres odbija się na mym zdrowiu.
Tak bardzo się boję.


Zmienię wszystko. Nie wiem jak. 
Świta mi pewien pomysł w głowie, ale go też się boję.



skomentuj (0)

u. 2012-02-16 23:49:43

tak mi przykro i tak mi smutno.

łzy płyną i puchną oczy. 

uciekniesz ze mna? tu tu i tam.
nie. nie możesz.
nie rozumiesz.


nikt. nie rozumie.




i co i co i co?


już? i już? dobrze już będzie? ułoży się wnet?

skomentuj (0)

change it! 2012-01-12 01:55:21

Pomimo tej samotności, czuję się osaczona. Czuję się idiotycznie. Nie zrozumiałym wyśmieniskiem. Nie wiem dlaczego. Irytuje mnie wszystko. 

Muszę dobierać delikatnie muzykę, by to wszystko ze mnie wypływało jak teraz. Wyłączyć to wszystko co przeszkadza w tym pokoju. Ulokowałam się pod sztalugą, to mój nowy schron. Obcy, bo nie moje mieszkanie, dlatego tak bardzo bardzo źle.
Potrzebuję gwałtownych zmian. Tego impulsu. Szybkości.
Ludzie tylko mówią, nie słuchają. Dlatego też trzeba z nimi skończyć. To już zrobiłam. Tylko te guziki pozapinać i ruszam w tą zmianę. Wiele przykrości wyrządzonej przez innych mnie i jedna, albo i dwie wyrządzone przeze mnie. Nie wiem czy potrzebnie.
Potrzebuję tego oczyszczenia, znów tej białej kartki. Jest mi tak potrzebna jak sama nie wiem co. Myśli me mają taki chaos. Wszystko..
Najchętniej zniknęłabym, uciekłabym z tąd. 
Za dużo złych decyzji podejmuje. Za dużo.
A ten świat nie pomaga. Wręcz przeciwnie. 
Bo życie jest moim największym wrogiem.
A alkohol wyżera ze mnie wszystkie te najważniejsze myśli, które powinny zostać na stałe, by nie popełniać tych wszystkich błędów.

nie moge, nie moge, nie moge.
takie to strasznee.


moze to i czytasz, a moze tez i nie. wiedz ze zle to wszystko zostalo odebrane, najdziwniej na swiecie.


niech sie wydarzy coś dobrego, prosze. z wielką zmianą na lepsze. cos dobrego. prosze.

skomentuj (0)

why? 2011-12-20 02:39:35

Dym z papierosa ulatnia się w całym mieszkaniu. Zimno.

Ta samotność mnie zabija. Chodź nie wiem jak. Udało mi się przecież wyzbyć tych wszystkich uczuć. Wszystkich. I znowu powróciły. Kręgosłup boli. Bardzo boli.
Oni wszyscy bolą. Kłamstwa, niedopowiedzi. Chce juz nieeeeee.
zimno. ciagle. i smutno.
i nic nie skonczone. dlaczego?
bo tak powiedzieli.
nie dopowiedzieli.
oszukancy.



pocopocopocopocopocopocopocopocopocopoco.

dwa szesciopaki po jutrze.
z farba.
tam.

skomentuj (0)

where is my mind? 2011-09-14 00:20:56

"Nicość w środku, nicość na zewnątrz, wszystko wokół się kręci, a mój świay stoi na jednej wielkiej wyspie samotności, wszystko [...]"


Wszystko już traci nawet smak. Sens dawno straciło, chodź myślałam do soboty że wszystko zaczyna się układać, że będzie już tylko lepiej, ale ostatnie dni mi pokazały, że to było tylko piękne złudzenie. 
Pogrążam się w smutku, pogrążam się w muzyce. Jednak jeden dźwięk w aktualnej piosence jest bardzo dwuznaczny, tak jakby z nadzieją na coś innego i moje wizualizacje przed oczami, jakby mi czegoś brakowało albo kogoś, kogokolwiek i tej upragnionej ucieczki. Muszę bo nie mogę już. To miejsce, to miasto, to wszystko mnie tylko przytłacza. 
Pozwólcie mi odejść. Już wszystko zaplanowałam, list napisałam, dzień i godzina wyznaczona lecz bez miejsca. Bezsilność ma nie ma granic, prosze pozwólcie mi odejść.

skomentuj (0)

blehbleg 2011-07-17 02:56:16

Codziennie obiecuje sobie, że od jutra będę żyć prawidłowo. Będę tworzyć, normalnie funkcjonować, żyć. Jednak plan się nie sprawdza. Spanie całymi dniami, picie w samotności całą noc i rozmyślanie o wszechświecie.
Płaczę gdy nikt nie widzi. Bo nie wiem co tutaj do kurwy nędzy robię.
Ciągle chodzi mi pytanie po głowie "Po co za wszelką cenę chcesz osiągnąć coś wielkiego?". Nie rozumiem. Każdy chce coś w życiu osiągnąć, każdy ma jakieś marzenia. Czy to może myśl "Jesteś beznadziejny, pierdol system idz spac bo tylko do tego się nadajesz". Do ćpania przez sen.
Głowa mnie boli. To się śmieję, to płaczę. Za dużo, za dużo..
Nienawidze ludzi ! Nienawidze świata! Nienawidze życia !

skomentuj (0)

insomnia. 2011-06-07 03:28:59

Nie mam siły. Od tygodnia praktycznie nie śpię.. szkoła. Nie mogę nadążyć za czasem. Łzy, panika, strach i ból.
Zagrożono mi wywaleniem z plastyka przez nie zaliczoną matemtyke, dzisiaj a raczej wczoraj udało mi się wypisać ostatnią potrzebną kartę z tego okrutnego dla mnie w tyn momencie przedmiotu. Nie śpiąc po nocach, ucząc się funkcji i robiąc projekty na projektowanie. Teraz ostatnie 2 dni na które zostało mi jeszcze sporo do zrobienia, no bo po co robić wsyzstko na bieżaco, jak można na ostatni moment... Już nawet nie myślę.
Porzuciłam bezsenność, bo bezsenność mnie dopadła.
Kawa, piwo, kawa, piwo, papieros, kawa, piwo, kawa, papieros..
Ok. Powiedzmy, że wszystko się poukłada ze szkołą, ale co dalej? Nadal brak odpowiedzi. Brak nowych maili. Brak nowych wiadomości i zgubiony telefon. Nie chcę się poddawać, ale już minął ponad miesiąc oczekiwania, a nadal nic. A tak bardzo mi zależało. Dwa tygodnie. Daję jeszcze dwa tygodnie, pomimo tego że i tak już kiepsko się trzymam, ale za dwa tygodnie poddam się ostatecznie. I wtedy się położę i już nie wstanę, wrócę do stanu snu. Dodatkowo zbliża się depresja wakacyjna, czyli sen letni.
Nie mam planu, na nic. Nie mam siły ani fizycznej, ani psychicznej. Myśli kłębią mi się w głowie, mieszają i usychają.

Wracam do Myjaka i Daliego.

skomentuj (0)

wtf? 2011-05-15 03:06:51

Nie rozumiem ludzi, którzy jak mają problem z drugim człowiekiem nie mogą mu o tym powiedzieć, tylko obrabiają mu dupe z innymi ludzmi.
Ludzie są naprawdę zajebiści. Jeszcze mnie kurwa o coś porposicie, to ja się pięknie dupą wyjebię jak wy!
dobranoc słodziaki.

skomentuj (0)

where? 2011-04-16 19:55:12

Gdzieś w przestworzach minionego świata umieram.
Czuję jak moje kości wewnątrz się rozkładają, czuję jak nałóg mnie wykańcza.
Nie wiem co się dzieję, nic nie widzę, tylko rozpierdol. Gdzie? Gdzie kurwa są ludzie nienormalni? Czy już wszystkich zamkneli?
Boję się otaczającego świata, boję się twojego wzroku, którego nie mogę rozszyfrować. Boję się tej samotnej ścieżki życia, tego braku wszystkich uczuć, chodz sama chciałam się ich pozbyć. Kocham. Ale się okłamuję, jak i resztę świata. Nie chcę go zranic, niech bedzie szczesliwy.
Boję się samej siebie, bo nie wiem co robię. Nie potrafię już sie kontrolować. Wszystko idzie bezemnie.

- Wyglądasz na obłąkaną.
- Dlaczego?
- Poprostu.
- To źle?
- To przykre... 

- Lecz prawdziwe?
Spotkały się raz dwie czarownice o zaburzeniach psychicznych.

skomentuj (0)

no day, but today. 2011-02-21 00:21:26

Chciałam ponownie powiedzieć, że nie wierzę już w społeczeństwo i istotę człowieka, po dzisiejszych wydarzeniach, że ludzie to zakłamani oszuści, bez grama prawdy w sobie, bezuczuciowi i bezinteresowni, łgarze o wyidealizowanych teoriach i braku inteligencji. Jednak wiara powróciła z pewnym wydarzeniem, wiem że gdzieś są ludzie z którymi można stworzyć prawdziwą więź, nie przerwaną niczym nić życia w mitologii greckiej, bo taka więź istnieje. Wiem, że to miejsce nie jest dla mnie, że od urodzenia otaczam się nie odpowiednimi ludźmi (poza wyjątkami), wiem że gdzieś jest moje miejsce na ziemi wśród ludzi szczerych i prawdziwych.



Żyję dniem dzisiejszym, nie wczorajszym.
Bo liczy się tylko dzisiaj.

skomentuj (3)

waltz. 2011-02-19 01:57:59

Walc. Mnóstwo złota na ścianach. Panie w neonowych sukniach, panowie we frakach. Szampan. Światła. Wszystko idealne. Rodem z Kopciuszka.
Niewinne spojrzenia, niewinne panie. Na sali słychać kompozycje Czajkowskiego z baletu "Dziadka do Orzechów". Wielkie drzwi od sali się otwierają, piękność o brązowych włosach stanęła w wejsciu. Powoli schodząc po złotych schodach, z drugiej strony sali zbliżał się do niej młody królewicz. Bez słowa przeszła obok niego, gdy ten stanął naprzeciwko niej. Kierowała się do przyjaciółki stojącej gdzieś w rogu sali, rudej o jasnej cerze która chciała zatopić swe smutki w szampanie. Krótka rozmowa, parę zalotnych spojrzeń, przejście całej sali i dwóch młodzieńców znalezionych do walca, który trwał w nieskończoność.


alter ego?

skomentuj (0)

longing. 2011-02-17 02:28:40

Zaczął się nowy rok. Dni mijają, problemy rosną... Czekałam na dobry moment, na pewną myśl, idee. Stało się więc. Kolejny rozdział w moim życiu. Bardziej doroślejszy, ambitny i bez stereotypów. Koniec wszystkiego czego się nauczyłam, czego mnie rodzice nauczyli, koniec starej wizji świata i samego siebie. Wszystko musi być świeże. Owszem doświadczenie zostaje i błędy nie mogą być powtarzane, jednak myśl przewodnia tego działu:
"Jesteś swoim największym wrogiem, ufaj innym lecz sobie nigdy" - A.R.
Plus wiara w siebie i małe kroczki do przodu, bo od razu nic się nie dzieje.
Tak, za niedługo wejdzie to w moje życie. Narazie muszę jeszcze trochę pojęczeć i poukładać niektóre sprawy.


Staram się odprężyć i spokojnie patrzeć na świat. Trochę mi to nie idzie, dlatego nikotyna wciąż wzrasta w moim organizmie. Tęsknie za szczerą rozmową z kimś kto by mnie zrozumiał, z kimś kto nie pierdoli tylko o tym jakie to jego życie jest cudowne, z kimś kto potrafi wysłuchać i pomóc. Lecz nie ma już tej osoby. Udaje, że mnie nie zna. Nie zdaje sobie sprawy jak bardzo jej mi brakuje i jak bardzo boli mnie to że nie możemy sobie pomóc wzajemnie. Jak bardzo chciałabym się wypłakać na jej ramieniu. Uciec jak zwykle gdy wszystko mnie ostatecznie prowadzi do jednej myśli. Ta pustka w sercu, ta niewiedza. Udaję, że wszystko jest dobrze, bo i tak nikt by się niczym nie przejął.
Jest brak ludzi na świecie, którzy dają i biorą.


Kolejna podróż do przeszłości? Kolejne odkopywanie ran?

skomentuj (0)

snow dance. 2010-12-08 01:44:38

Czas leci nie ubłagalnie, zatroskany sam o siebie. Nie dba o nic. Kocha swoje przemijanie.
Lecz ludziom się to nie podoba, starzeją się. Umierają w samotności. Po wiecznie nie spełnionej miłości.
Można cierpieć tak w nieskończoność. Niektórzy nie mogą być z kimś w ten sposób. Dlaczego? Bo nie mogą się spełniać w tym co robią. Inną drogą bez tej osoby też nie mogą. Więc co wtedy? Koniec?


Lisie futro, rude włosy rzucone na wiatr, a w nich ulubiona czarna koronkowa opaska w poziomie. Dużo śniegu. Na rynku mnóstwo świateł i słychać kolędy z jarmarku. Spóźniona 10 minut, znowu. Wchodzę, skinęłam głową do mężczyzny za barem. Schodzę na dół. Rozglądam się i cię widzę. Siedzisz zaczytany w książce o socjologii. Czarny golf opina się na twoim umięśnionym ciele. Stoję tak przy schodach z uśmiechem wpatruję się w ciebie, nagle ktoś idzie z góry. Podchodzę powoli do twojego stolika, unosisz głowę spod książki, uśmiechasz się i wstajesz, dotykasz ustami moich ust i czekasz aż usiądę. Siedzimy na początku w milczeniu, patrząc sobie w oczy, jakbyśmy czytali sobie w myślach. Do stolika kelner podaje kawę w białym dużym kubku z zielonym symbolem po środku. Łyk kawy i twoje słowa. Siedzimy tak godzinami, rozmawiając i śmiejąc się co chwilę. Można by to ciągnąć wieki..
Niestety obowiązki czekają. Sztuka. Szkoła.

skomentuj (0)

People, people, people. 2010-10-22 15:46:45

Życie byłoby łatwiejsze, gdyby nie było ludzi. Ludzie stwarzają same problemy... To oni powodują, że czujemy się najgorzej na świecie.
Czy nie byłoby cudownie żyć z daleka od innych? Tam gdzie nikt Cię nie dosięgnie?
Samotność niestety też zabija... A szkoda.
Wszystko wokół mnie denerwuje. A w szczególności to miejsce i ludzie którzy tu mieszkają.. Wiedziałam! Po prostu wiedziałam, że tak będzie. Wiedziałam, że po 2 miesiącach wszystko się skończy. I się skończyło. Przez "moją energię" i różnice światopoglądowe.. Znów stwarzanie "cudownej przyjaźni" też jest bardzo na miejscu. Niestety te oszustwa zawsze wyjdą na jaw. Przynajmniej wtedy, kiedy otworzysz oczy.

Znikam gdzieś w przestworzach niewidzialności.
Umarłam dla ludzi.



Widział ktoś moją duszę?

skomentuj (0)

New? 2010-09-08 19:59:09

Kuchnia. Krzyki.
Trzy współokatorki siedzą przy herbacie. Jest miło. Ciepła herbata, przyjemne mieszkanie, papierosy i rozmowy.
Jedyne czego mi brakuje to ciepła, pomimo tego że wszystkim jest gorąco, ja ciągle marznę. Może brak wewnętrznego ciepła od drugiej osoby zaczął się przejawiać na zewnątrz. Nie wiem.
Od kiedy wróciłam do Wrocławia, zaczęłam dostrzegać to, że życie może być naprawdę dobre jeżeli porzuci się złe towarzystwo, jeżeli zacznie się myśleć pozytywnie.
Widzę kolory. Widzę świat zupełnie inaczej. Tak na nowo. Czuję się naprawdę dobrze. Pomimo tego, że dzisiejszy dzień nie potoczył się po mojej myśli, mogę podsumować te 4 dni jako jedne z najlepszych dni licealnych. Wierzę, że z dnia na dzień będzie coraz lepiej.




PS: Dziś potukła się moja ukochana popielniczka.

skomentuj (0)

! 2010-09-04 17:26:06

Zielony pokój. Zimny zimą, latem przepełniony indiańskim słońcem. Siedzę w starym krześle, jak za dawnych lat.  Dużo się tu zmieniło od kiedy się z niego wyprowadziłam. Jednak najciekawszy jest tu teraz czarny kosz z zabawkami mojego brata. Cały czas słyszę szmery, reklamówki i... dźwięk wylewanej wody. Okna pozamykane, więc wiatr tu nie dochodzi. Ciągle wydaje mi się, że zabawki się poruszają.



Siedzę nad zdjęciami sprzed miesiąca. Po raz kolejny. Nie wiem, dlaczego idzie mi z tym tak ciężko.
Rozmyślam już o następnej sesji, o przyszłości i... ciągle żyję marzeniami, złudzeniami. Nie mogę przestać! Pomimo starań i chęci, nie umiem...



Denerwujące przedmioty. Mechanizmy, które nie działają, jak powinny. Bezradana nie wiem co mam zrobić. Próbuję wzbogadzić swoją wiedzę, by cokolwiek z tym zrobić, jednak i tak nic mi z tym nie wychodzi. Wściekłość, mętlik i załamanie, po wielu godzinach starań.

skomentuj (0)

Normal life? 2010-08-21 00:22:42

Piątkowy wieczór. I spędzony jak wszystkie piątki jeszcze trwających wakacji.

Marzę by się pozbierać, by poukładać swoje życie.
To jak małe dziecko podrasta do etapu, że samodzielnie musi posprzątać swój pokój w każdym najmniejszym calu. Mój etap jest o wiele, wiele wyżej, pomimo tego że jest podobny. Tyle, że ja muszę poukładać sobie życie. I to tak jak pokój, w każdym najmniejszym calu, bo jak nie zostanie chociażby mały element odświerzony z kurzu, przykryje go następna warstwa i następna i będzie coraz gorzej.
Wyleciałam już z gniazda, tyle że teraz będę budować swoje gniazdo. Ze wspólokatorami co prawda, ale od czegoś trzeba zacząć. Poza tym to już będzie wyższy poziom niż rok temu.
Został mi tydzień i pare dni. Za mało czasu, na tak dużo rzeczy. Nie zrobiłam prac na fotografie, ani na projektowanie, ani na grafike. Nie tknęłam szkicownika, nie przeczytałam książek które miałam przeczytać do szkoły i dla siebie. Nie znalazłam jeszcze lokum... No i właśnie znowu ogarnia mnie strach. Tyle do zrobienia, a nic nie zrobiłam, a tyle czasu miałam. Wiem, że to moja wina, ale naprawdę nie umiem się pozbierać.
Wygląda to tak.
Granatowe niebo, oświetlone srebnymi gwiazdami. Siedzę w fotelu, trzymając na kolanach notebooka. Na stole leży pusty szkicownik, Elle, pięć kubków po kawach, jakieś agrawki, maskara, lakier do pazokci i pudełko z chusteczkami. Jestem wypełnina pozytywną energią. Wiem, że jutro wstanę i będzie to normalny dzień. Wstanę rano, wyjdę na śniadanie z ulubioną książką, zrobie prace, to te, to tamte. Wrócę do życia. Tyle, że pojawia się mały problem. Gdy słońce wstaje, nie mam siły komletnie nie mam siły, ani chęci, poprostu czuję nicość.


Ostatnio śni mi się własna śmierać, ale tak jakby była prawdziwa. Ostatnio moje sny są jakby prawdziwe. Czuje wszystko. Wracając do śmierci... Dziś poczułam spokój, taki wewnętrzny. Nie opisany spokój. Taki, którego nigdy nie doznałam. Było to cudowne przeżycie, jednakże przerażające...


To znaczy ja prowadzę życie, normalne życie. Tyle że w snach...

skomentuj (0)

.. 2010-08-20 00:48:23

Śpię. Cały czas śpię. Nie umiem już tego opanować... to silniejsze odemnie. Nie mam nawet siły, żeby wstać z łóżka i zapalić.
Marzę, by zniknąć... By się gdzieś daleko ulotnić.
Tu nikogo nie mam, nie mam żadnego życia. Czasem wyjdę na z kimś na spacer i tyle. Jedyne co mam to wygodne łóżko, telewizor pełny kanałów filmowych i świeże jedzenie pod ręką. Tam nikogo nie mam, jestem skreślona u wszystkich. Nie mam mieszkania, ani żadnych planów. Tylko szkołę, pełną ludzi darzących mnie nienawiścią.


Płaczę... ciągle płaczę. Nie wiem już co mam począć.

skomentuj (0)

? 2010-08-18 02:04:21

Minął ponad tydzień. Miało mnie tu nie być... Szok, strach i przerażenie. I tydzień spędzony pod znakiem zapytania. W ciągłym strachu, że za chwilę dowiem się że wyjeżdżam. Może to nie uniknione? Prześladuje mnie to od tylu lat.  Już prawie tam byłam ponad półtora roku temu... Miałam bilet w ręku... To przerażające, jak 15 minut może zrujnować człowiekowi, całą przyszłość... Nie wiem co mam myśleć, nie wiem co czuję.
Właściwie już nic chyba nie czuję.
Nadal płaczę w ukryciu i trzęsę się bez przyczyny.

Harmonogramy się posypały. Wszystko właściwie legło w gruzach. Naprawdę, kiedyś mnie to wykończy.
Całe życie nurtują mnie pytania. Często te same. Wczoraj, a raczej przedwczoraj rano odkryłam że do niczego się nie nadaję. Moja twórczość jest bez sensu. Nikt jej nie docenia, nikomu się nie podoba. Czuję się w tej kwestii w takim stanie, że jestem gotowa zmienić profil w szkole.

Jakbym zniknęła, właściwie nikt by o mnie nie pamiętał. Nie byłoby osoby, która jakoś specjalnie by za mną tęskniła, bo nikt nie jest do mnie przywiązany. Całe życie próbowałam zbudować, znaleźć osobę naprawdę bliską. Tak jakby jedna osoba, była w dwóch ciałach. Nie udało mi się. Teraz jest czas, kiedy wszyscy już mają swoją połówkę przyjaźni. Jest już zwyczajnie za późno. Zmarnowałam czas.
Byłam wczoraj świadkiem tego jak przyjaciółka, bała się że straci przyjaciółkę. Było to takie cudowne. A raczej ich przyjaźń jest cudowna. Aż miło mi się zrobiło na sercu jak na nie spojrzałam. Naprawdę.


Chciałabym mieć znowu 3 lata i mieć takie beztroskie życie jak dzieci.

skomentuj (0)

Again, people. 2010-08-08 23:24:32

Znowu sny na jawie.
Źle spałam. Teraz cierpi cały dzień moja szyja.

Miałam dzisiaj pracować, dwie sesje. Ale pojawiły się małe komplikacje.
Do tego dodam, że pomimo że bezinteresownie przeszłam obok dzisiejszych wypowiedzi pewnej osoby, uświadomiłam sobie że znowu mnie ludzie wykorzystali. Nie pojmując tego jak to się mogła stać, chowam się pod beżowy koc w różowym pokoju i zamykam oczy.
Pomogłam, zaopiekowałam się i co? Nawet dziękuję, nie usłyszałam! 
Odzywasz się jak coś chcesz? Nigdy bezinteresownie.
Bądź jak nikt inny nie ma czasu?  
O nie kochani, to już koniec! Tym razem będzie inaczej! Zobaczycie!

Mugole, bez grama wyobraźni to dziwne stworzenia. Egoistyczni, zapatrzeni w siebie, okłamani i męczennicy wrażliwych i bezbronnych. I jak walczyć z takimi potworami? Nijak. Bo wśród nich panuje jeden wielki burdel, nie zbudowany nawet na problemach, tylko na drobnostkach, które inteligentny człowiek by znieważył.
Czasami czuję wstyd za to, że stworzenia mojego gatunku są takie brudne wewnątrz.

skomentuj (0)

Fuck it! 2010-08-06 00:52:53

Znowu to samo. Już nawet wewnątrz się lepiej poczułam od kiedy poukładałam te harmonogramy nad którymi siedziałam 2dni. Chwila radości. Euforii. I nagle bum. Znowu ty? Jedyne słowo, które przychodzi mi do głowy to "kurwa!". Nie mam siły. Nie odzywasz się, nie odpisujesz, staram się pogodzić z końcem, aż tu nagle bum głupi komentarz do głupiej sprawy pod moim komentarzem na koncie innego użytkownika na facebook'u. Mam dość! Cieszę się, że dobrze się bawisz. Cieszę się, że nie myślisz o mnie i że wiesz że ja się tak bawić nie będę pomimo tego, że bym chciała. I cieszę się, że musisz pokazać swoje wielkie "ja".


Próbuję się uspokoić, więc idę spać.
Jedyna nadzieja zostaje na współpracownikach.
Branoc.

skomentuj (0)

Decision. 2010-08-04 00:24:07

Czerwone wino.

Kremowe obcasy. Sukienka z czarnej koronki i włosy upięte gdzieś w kok.
Bankiet. Dość duży. Lecz nie ma mnie na nim duchem. Latam gdzieś nie wiem gdzie. Z roztrzepanymi myślami.
Powrót do domu i ukochany serial z kolejną lampką wina.
Niewysłane wiadomości do przyjaciółki z daleka. Stary telefon. Trzeba wybrać się po nowy. Trzeba wybrać się kupić prezenty.
Trzeba się pozbierać i coś zrobić. Nie można obijać się tak długo. Praca czeka. Boję się, że ucieknie. Mamy już ósmy miesiąc 2010 roku. Nie zostało mi dużo czasu do spełnienia zobowiązania. Rewolucja czeka!
Jenak ciągła senność nie pozwala mi nadal poprawnie funkcjonować. Tabletki na uspokojenie, kawa, Vogue. Nic nie pomaga.
Do tego wszystkiego kolejne problemy. Plus te, które wracają.
Przemyślenia nad człowiekiem przebywającą w stolicy. Nadal mnie to boli. Nic z tym nie zrobię. Chciałabym by było jak dawniej, ale się nie da. Nie zmienię twoich zmian. Nigdy już nie będzie jak dawniej, prawda? Teraz jestem osobą z poza planu, jestem człowiekiem do którego się odzywam jak mam jakąś potrzebę. Cierpię nadal. Chodź naprawdę się staram.

Trzeba posprzątać.

skomentuj (0)

Nothing. 2010-08-01 00:05:13

Liczę sny.

Szare sny. Jest ich coraz mniej pomimo tego, że śpię 22/24.
Wszystko mnie przerasta. Nie mam już siły. Nie mam siły by żyć.

Patrzę na zdjęcia przyjaciółki, widzę jak się zmieniła. Widzę jaka jestem jej obojętna. Tak mnie to boli. Przyglądam się ludziom, którzy uważają się za moich pseudo przyjaciół i widzę jak mnie wykorzystują, jak sami ze sobą świetnie się wspierają, a mnie nikt nie widzi.

Płaczę, leżę. Krzyczę, śpię. Ataki paniki i myśli autoagresywne. Dlaczego to się tak ciągnie? Dlaczego nie może być normalnie?

Po jakimś czasie zapomina się, kim się jest. Po prostu chce się zdechnąć! Myślę tylko o jednym, by umrzeć we śnie...

skomentuj (0)

I know! 2009-02-06 23:27:03

 Liczę miesiące i dni. Liczę godziny i minuty. Wspominam to co było, co czas już przyniósł i zastanawiam się co przyniesie.

Po prawie tygodniowym zamęczaniem się nad tymi myślami dochodzę do większego wniosku. 'Nie jestem dobrą córką, ani dobrą siostrą. Nie jestem dobrą wnuczką, ani dobrą siostrzenicą. Nie jestem dobrą przyjaciółką, ani dobrą koleżanką. Chcę się uwolnić od tego wszystkiego i ruszyć w samotną podróż nie mając nikogo przy boku, zapomnieć o wszystkim co było i będzie. Stanąć twarzą w twarz z wolnością.'

Niestety to nie aż tak możliwe.

Na chwilę obecną jestem wredną siostrą, nieposłuszną córką i zrzędliwą wnuczką. Jestem przyjaciółką, która wprawdzie nie jest przyjaciółką. Jestem koleżanką która sprawia wrażenie nie miłej. Nie mam się komu wypłakać na ramieniu, z kim śmiać się do łez, nie mam ktoś kto potrafiłby wyczuć mój nastrój na kilometr, kogoś kto nie opowiadał na mnie za moimi plecami, kogoś do kogo miałabym zaufanie... Bo ostatnio straciłam zaufanie dosłownie do wszystkich. Jak to kiedyś ktoś powiedział 'Liczyć można tylko na siebie samego, a tak samo jest z zaufaniem'.

Dlatego postanawiam nie być dziś córką, ani wnuczką, ani siostrą. Nie być przyjaciółką ani koleżanką. Zostało pół roku. Jeden semestr. I koniec. Dwa miesiące prawdziwych wakacji, wolności i niezależności. A od września zaczynam nowe życie. Zapominając o ostatnich pięciu latach, chodź niestety niektóre rany nigdy się nie zagoją.

Nie nowy rozdział, nowe życie. Teraz pozostaje mi tylko zapracować na to nowe życie.Wśród tysięcy słów i dwudziestu zdjęć. Więcej nauki w szkole i w popołudnia po szkole, wieczory na forach, a weekendy pochłonięte zdjęciami. Będę starać się by pojawiły się na nich nowe twarze, będę pracować by były lepsze.

Tak postanowiłam od dziś i od teraz realizuję ten pomysł.

skomentuj (5)

White Light. 2008-12-28 23:07:55

Na wstępnie chciałabym bardzo ale to bardzo podziękować za szablon Frances i za to że ostatnio tak dużo mi pomaga, pomimo tego że nikt jej do tego nie zmusza.


Czas szybko leci.
Święta minęły prawie niezauważone, a rok 2008 dobiega końca. Apokalipsa? Mówi się że nigdy nic nie wiadomo, więc nie mogę powiedzieć że nie. Przesądy, przypowieści, przepowiednie, mity, bajki, legendy... Ten kto w to wierzy niech wierzy i niech jego zdanie zostanie uszanowane przez innych. Niektórzy sami układają własne opowieści i teorie życia. Czy to coś złego? Nie... Niestety są ludzie podli, którzy nie umieją tego zrozumieć...


Ludzie się zmieniają czy my się zmieniamy?

Szukam nieustannie. Szukam odpowiedzi na liczne pytania, którymi większość społeczeństwa nie zawraca sobie codziennie głowy. Szukam sensu życia. Szukam i nie umiem znaleźć. Szukam odpowiedzi na pytania wyjątkowe, ponieważ żaden człowiek nie umie na nie odpowiedzieć. Znalazłam tylko na jedno. Ktoś by spytał, ważne czy mniej ważne? Wszystkie są tak samo ważne, wszystkie są na równi.


Gwiazd znów nie widać z mego okna.

Najbardziej zapamiętana chwila z ostatniego czasu, miała miejsce kilka dni temu. Było już po trzeciej. Wszystko zapadło już w sen, oprócz jednego dziwnego stworzenia takiego jak ja.  Leżałam już pół godzinny od zgaszenia czarnej świecy pod którą czytałam swoją ukochaną książkę. Leżałam bezczynnie. Patrzyłam się w niebo, odlatując gdzieś daleko myślami. Nagle pojawiły się bardzo widocznie trzy srebne gwiazdy. Wyciągnęły mnie z łóżka i podeszłam do okna. Uśmiech na mej twarzy odrazu się pojawił wraz z zachwyceniem. Niebo było bez chmurne, a przede mną świeciło setki gwiazd. Dawno nie widziałam tylu jednej nocy. Po godzinie wpatrywania się w te cuda i rozmowach, chmury zaczęły je przysłaniać aż w końcu zakryły wszystkie. Od tamtej pory nie widziałam już ani jednej.

skomentuj (5)

I see you in new light. 2008-12-14 02:34:45

Obudziłam się gwałtownie, od razu otwierając szeroko oczy. Serce waliło mi jak oszalałe. Miejsce oślepiającego słońca ze snu zajęło znajome, dobrze przytłumione światło kolejnego pochmurnego poranka.
Tyle czasu minęło od ostatniego wpisu do mej szkatułki. Tyle łez wylałam, tyle stron książek przeczytałam, tyle uśmiechu na twarzy mej było, tyle chwil, tyle specjalnych okoliczności... Nie opiszę tego w dwóch zdaniach. Ba, nie opiszę tego w dwóch stronach. Postaram się wyłowić najważniejsze momenty.
20 listopada, nieszczęsnego dwudziestego dnia jedenastego miesiąca musiałam skończyć 15 lat. Z czym mi wcale miło nie było. Czas tak szybko leci, a ja jestem starsza z dnia na dzień. Czas tak szybko leci, a życie me nie ma niczego charakterystycznego. Czas leci i leci. Nic specjalnego się nie działo. W kopalni wiedzy z dnia na dzień jestem coraz bardziej wykończona. Tylko czekam na magiczny dzień. Mikołajki z dnia 6 grudnia były nawet zapamiętane. Z wielką niespodzianką, mnóstwem prezentów, nogami pod kocem, rękami trzymającymi nowy kubek z gorącą czekoladą i oczami wpatrzonymi w ekran telewizora oglądając 'Marie Antonine' Coppoli. Co było dla mnie największym prezentem? To, że pomimo niespodziewanego wyjazdu mojej mamy udało jej się wrócić wcześniej i udało mi się pojawić na przedpremierowym pokaz filmu, którego byłam bardzo ciekawa.
Codziennie budzę się zastanawiając się ciągle kim jestem. Każdego dnia jestem inna w swej inności. Raz bawię się w niewidzialnego obserwatora wielkiego świata, którego marzeniem jest być widzialnym. Raz uśmiecham się gdy widzę swych przyjaciół. Raz zamartwiam się problemami innych, a raz swoimi. Raz patrzę na zakochanych z milionem pytań. A raz nie mogę z cierpieć ich widoku. Raz śpię cały dzień, a raz czytam nieustannie książki. Raz widzę wszystko, czego nikt inny nie widzi. Raz słyszę melodię nieznaną moim uszą, pomimo tego że serce jest zauroczone daną muzyką jakby znało ją od zawsze...

Jedyne co się nie zmienia to me marzenia, me wieczne rozmyślanie. Ma miłość do najcudowniejszego na świecie stworzenia.
Miesiąc temu marzyła mi się wielka miłość. Męczyło mnie pytanie, dlaczego każdy się kiedyś zakochał a ja nie? Tak bardzo chciałam poczuć jak to jest. I wreszcie stanęła miłość naprzeciwko mnie. Może to nie ta o której piszą, nie ta o której się mówi, ale ta prawdziwa, a niemożliwa, ta najdziwniejsza, ta której nikt nie pojmie.
'Inność wyróżnia ludzi.' Mnie ma miłość wyróżnia. Ktoś by spytał kto to? Odpowiedziałabym wtedy: 'Nie postać z bajki, nie postać z filmu, nie ideał z przed lat, tylko ten który sprawia że wszystko wokoło znika'. 
Hipnoza.
Seria niewyjaśnionych zdarzeń.
I ta noc.
Pełnia. Deszcz spadających gwiazd. I ten szelest, ten głos, ten oddech i ta muzyka. Najbardziej oświetlany przez księżyc, las - magiczny las. Brak żywej duszy w około. Podekscytowanie, strach i tysiące pytań. Połowa drogi i będziemy w tym niezwykłym miejscu. I stop. Strach przerósł towarzyszy. Zawracamy. Smutek i igła wbita w serce. Wzrok skierowany ku niebu. Rozmowa z niezwykłym wielkim światłem i hipnoza...
Zamyślenie. I jeszcze więcej pytań.
...
Przed chwilą coś wielkiego białego przeleciało szybko na niebie... Śmierć czegoś pięknego i uścisk w żołądku. Nie cieszy mnie to, tak jak niektórych. Ze względu na swe inne poglądy.
Całymi dniami wsłuchuję się w muzykę klasyczną. Nie rozstaję się z ukochanymi książkami i próbuje się ostatnio wyciszyć, uspokoić.
Po co mam się denerwować zwykłym mugolem? Po co mam się bać krzyku starego, małego mugola w mojej szkole. Po co mam się w ogóle bać jakiekolwiek mugola? Bać się mogę śmierci, swoich uczuć i co dalej się wydarzy w drodze przez ciemny las. Mogę też się bać wielu innych rzeczy, ale czy to ważne? Nie.
W szkatułce snów chowam me sny o miłości, o mym kochanym, o mym księżycu, o mej ukochanej melodii, o niefortunnych zdarzeniach, o wyobraźni, o lataniu i byciu ptakiem. Zamykam pudełko i zamykam oczy. Czując zmęczenie idę zapaść znów w sen... niewyjaśniony, niesamowity, zapamiętany...

skomentuj (0)

You can`t go one like this. 2008-11-08 01:29:26

I need some sleep.
You can't go one like this. 
Try counting sheep.
But there's one I always miss.
I dłługi weekend. Nareszcie. Nie wiem w jakiej minie atmosferze, chodź chciałabym by w jak najlepszej.
Muzeum Powstania Warszawskiego było niesamowitym miejscem i każdemu je polecam. To jak na razie najlepsze muzem w jakim była i sądzę, że nie zapomnę tego czasu jaki w nim spędziłam do końca życia. Czwartek nie zaczął się najlepiej i najlepiej się skończył. Chciałam by było l e p i e j, a wcale tak nie było.
Ostatnio zastanawiam się czy kiedyś w ogóle będzie lepiej. Boję się, że będzie tylko gorzej...
Wsłuchując się w piosenkę po wyżej, ziewam i jak zwykle rozmyślam. Czy rzeczywiście nic mi w życiu nie wyjdzie? Czy uda mi się w końcu zrobić coś dobrze? Czy moje marzenia się spełnią? Próbuję osiągnąć jakiś cel, ale nie potrafię. Zależy mi bardzo na pewnym konkursie fotograficznym, którego tematykę widzę niesamowitą wyobraźnią. Postawiłam więc wziąć ten oto konkurs za swój nowy cel. Nie zależy mi na wygranej tylko na tych zdjęciach. Lecz niestety kolejny cel nie osiągnięty. Czasu mam mało, a mama jest zbyt zalatana by ze mną pojechać do tego miasta którego obejmuje temat konkursu. Nie wiem, czy w ogóle osiągnę jakikolwiek cel.
Patrzę na ludzi. Patrzę na czas. I fotografie. W głowie mi się to wszytko nie mieści.
Marzy mi się podróż, wyjazd który odmieni moje życie do góry nogami, na lepsze oczywiście. Marzy mi się zdjęcie, które przyniesie mi więcej niż milion słów. Marzy mi się miłość, której nigdy nie zaznałam. Marzy mi się... tyle rzeczy, które ogólnie rzecz biorąc nigdy się nie spełnią...
Jutrzejszy dzień chcę wykorzystać w pełni. I chcę go wykorzystać mądrze, bo nie wiem ile mi jeszcze czasu zostało. Na chwilę obecną, śpiewam ciągle tą samą piosenkę i idę śnić o mych marzeniach.                     O ile mi się to uda.

skomentuj (2)

moon and stars. 2008-11-06 00:30:37

Kolejny dzień minął. Do mych urodzin zostało 15 dni. Pierwszy raz w życiu na nie nie czekam. Chciałabym je teraz ominąć. Chodź z drugiej strony zastanawiam się czy dożyję te 15 dni, bo w końcu nikt nie wie kiedy przyjdzie jego czas.
Wszystko było dobrze do wtorku. Moje zachowanie nie było zbyt miłe. Dzisiaj zaś dzień był pełen rozczarowań. Wmawiam sobie co prawda na siłę, ale wmawiam że jutro będzie lepiej. Iskierka nadziei jest.
Zmęczona w ulubionej koszuli siedzę z mokrymi włosami i wpatruję się w klawiaturę. Gwiazd nie widać dziś przez me okno. Nie jestem z tego powodu szczęśliwa. Ktoś by mógł powiedzieć, że wymyślam moje rozmowy z gwiazdami. Nie. Nie wymyślam. Czuję, że gwiazdy mnie najlepiej rozumieją. Z księżycem też rozmawiam, chodź o wiele rzadziej. W dzieciństwie każdej nocy, której pojawiał się na niebie z nim rozmawiałam. Pomyślisz może że jestem wariatką. Trudno. Może i jestem, może i nie. Ale wiem, że to co teraz mówię nie są kłamstwa. W końcu po co miałabym wkładać do szkatułki kłamstwa swojego autorstwa? Nie chcę jej zaśmiecać, gdyż jest ona taka stara, a czysta i piękna. Co z tego, że baletnica już nie tańczy? Dla mnie tańczy w wyobraźni, tylko dla mnie. Do szkatułki schowałam dziś rano sen nie wyjaśniony. Śnił mi się biały welon... i biała suknia... i piękny kościół... i panna młoda... Panną w welonie była ma matula. Jednak nie mogłam wejść do kościoła i zobaczyć jej twarzy. Nie mogłam też zobaczyć twarzy jej wybranka. Drzwi wielkie z ciemnego brązu zatrzasnęły się jak magiczne przede mną. Nie chciały mnie wpuścić do świątyni. Ludzie patrzyli na mnie z przerażeniem. Dzieci chowały się ze strachu, a matki i wołały 'akysz'. Wygnana przez magię...? Tyle zrozumiałam. Jedyne z kim w śnie rozmawiałam był księżyc, który w śnie przemówił głosem ludzkim. Nie mogłam zobaczyć po mszy młodej pary, nie mogłam z nikim porozmawiać, nawet z moja matką... Wniosków mam wile, chodź ciągle sen ten próbuję pojąć...
A teraz zamykam książkę, starą szkatułkę i gaszę świecę by zasnąć na te kilka godzin do szóstej.

skomentuj (1)

Window to the Futures. 2008-10-31 22:04:42

"Patrząc na świat oczami dziecka chcę zobaczyć, że ten świat jednak ma kolory..."
I zaczął się nowy rozdział, wybijająca godzina dwudziesta pierwsza o tym powiedziała.
Skończyło się coś co nie dawało mi żyć. Czyli wieczne nic. Nic nie osiągnęłam, za to wiele rzeczy straciłam. Są momenty które pamiętam i w których jestem z siebie dumna. Mało ich jest, owszem... Za to więcej jest błędów z których nie jestem z siebie zadowolona.
Koniec wyjawiania innym swych nieszczęsnych problemów. Od dziś będą miały inne swoje miejsce. Koniec ciągłego użalania sie nad sobą publicznie. Koniec opowiadania innym o złej energii która ciągle mnie otaczała. KONIEC złej energii, która ginie wraz ze starym pamiętnikiem w cieniu ognia. KONIEC wiecznego pecha, które mnie prześladuje. Wiem doskonale, że go nie uniknę ale od dziś będę go przynajmniej starała się lekceważyć. Koniec ciągłego obijania się, przyszedł czas ciężkiej pracy która kiedyś będzie honorowo wynagrodzona.
Koniec bycia niewidzialnym. To trudne, jak inne rzeczy, chodź naprawdę nie wiem jak tego dokonam... Do tego ciągle dążę lecz nie umiem znaleźć odpowiedniej odpowiedzi na to pytanie.
Koniec bycia 'pseudo' śmiesznym, zbyt mnie to denerwowało. Od teraz będę starała się być lepszym człowiekiem, niemyślącym tylko o swoim problemach. Od tej chwili szukam szczęścia i swojego miejsca na ziemi. Może to trwać miesiącami, latami, ale wiem że kiedyś je znajdę. Teraz chcę by wszystko się zmieniło. Na lepsze. Dla mnie i dla innych.
"Mowa jest srebrem, a milczenie złotem..."
Uśmiecham się delikatnie wpatrując w granatowe niebo. Firanka odrzucona gdzieś w bok i tylko ciemność ja i sześć płonących świec które ocieplają mi twarz. Magiczna szóstka. Nagle słyszę dzwonek do drzwi. Słucham... Głos jedynej w swoim rodzaju na świecie kobiety, która ma wielkie znaczenie w moim życiu. Głos mojej babci. Zupełnie nie spodziewanie podbiegłam do drzwi. Tak to ona. Ogarnęła mnie wielka radość.[...] Sześć magicznych świec. Szatańskiej szóstki? Nie. Szóstki szczęścia. Dwa dobre znaki na dobry początek.
"By odwaga prowadziła mnie jak najdalej mej bujnej wyobraźni"
Ktoś mądry by się spytał: Nie rezygnujesz z wyobraźni? Nie. Nie mogę. Myślałam o tym dużo, ale nie mogę bo ona jest zbyt wspaniała by z niej zrezygnować i ją najbardziej w sobie lubię. Szkoda mi ludzi, którzy jej nie mają, w których ona umarła bądź nie umie się włączyć...
"Kiedyś szukałam spadających gwiazd, dziś mam je pod poduszką..."
Patrząc w niebo najczęściej jak mogę nigdy nie widziałam spadającej gwiazdy. Zawsze zazdrościłam innym, że widzieli te niesamowite zjawisko. Ale teraz wiem, że to bezsensu. Gwiazda, która spada umiera. A człowiek który ja zobaczy podczas jej śmierci ma można by powiedzieć szczęście, ponieważ ta gwiazda wykona ostatnie zadanie w swoim życiu - spełni życzenie tego człowieka. Teraz pojęłam tą smutną historię. Te światełka na niebie może wiedzą jak kocham z nimi rozmawiać, patrzeć na nie, podziwiać i się do nich uśmiechać, wiedzą być może jak cierpię gdy jest ich mało, a jak się ciesze gdy widzę ich jak najwięcej. Być może dlatego nigdy nie widziałam 'śmierci gwiazdy'. Nie wiem.

A teraz zamykam szkatułkę wsłuchując się w cudowną melodię "Window to the Past" i z uśmiechem na twarzy w o wiele lepszym nastroju niż przez cały dzień.
Dobranoc.

skomentuj (4)
Ubranko od VG